Wszyscy wiedzą, że warto jeść ryby. A dlaczego? na tak zadane pytanie zazwyczaj słyszę odpowiedź: BO SĄ ZDROWE! Ale rozmawiając z wieloma osobami na ten temat, okazuje się, że co raz więcej osób boi się sięgać po ryby, bo nie ma pewności czy rzeczywiście zostały złowione w miejscu, które daje nam gwarancję, że ryby są w porządku.

I tu powstaje lęk? Czy rzeczywiście ta ryba jest zdrowa – mimo ogromu jej właściwości odżywczych? O tych pisali już wielcy tego świata. Ale mogę powtórzyć.

Ryby są niewątpliwie doskonałym źródłem białka zwierzęcego, które jest pełnowartościowe. Dodatkowo mają wysoką przyswajalność nienasyconych kwasów tłuszczowych. Posiadają też dużą zawartość składników mineralnych. Na pierwszy rzut weźmy jod. To bardzo istoty składnik dla prawidłowego funkcjonowania organizmu. Szczególnie dla osób, które mają problem z tarczycą. Jego niedobory mogą wywołać niedoczynność tarczycy i powstanie charakterystycznego wola. Dla wszystkich osób, które muszą zwracać na to szczególną uwagę przypominam, że kasza jaglana ogranicza przyswajanie jodu więc wszyscy na diecie tarczycowej zamieniają „jaglankę” na rybki. Ponadto zawierają dużą ilość selenu, który jest pierwiastkiem o działaniu przeciwutleniającym. To dobra wiadomość dla wszystkich, którzy mają wrażenie, że zbyt szybko się starzeją. W Polsce większość z nas ma duże niedobory witaminy D. Lekarze alarmują, by ją suplementować szczególnie w okresie jesienno – zimowym. Jej niedobory mogą wpływać na negatywne skutki w obszarze układu kostnego – szczególnie u dzieci. Jej zawartość w rybach zależy od tego jak bardzo tłusty jest dany gatunek. Ryby zawierają również magnez oraz wapń. Ale chyba niewątpliwym sprzymierzeńcem jest zawartość dobroczynnych kwasów tłuszczowych Omega 3. A te wpływają bardzo korzystnie na nasz układ krążenia i zmniejszają ryzyko arytmii. Obniżają ciśnienie i poziom „złego cholesterolu” – choć to kolejny temat rzeka –  na zupełnie inny post. Z punktu widzenia kobiet na pewno dobrą informacją jest fakt, że poprawiają jakość skóry, włosów i paznokci. A dla wszystkich zestresowanych lub podczas jesieni depresyjnie nastawionych do życia jest jeszcze jedna dobra informacja: dzięki kwasom mamy lepszy nastrój poprzez zwiększoną produkcję serotoniny w naszych jelitach. I to są właściwości odżywcze.

A teraz co jeśli rybka pochodzi z hodowli, które dosłownie „szprycowane” jest przeróżnymi dodatkami? Hormony, antybiotyki – nawet nie chcę się myśleć co można dodawać do paszy dla rybek.  Sama się nad tym wcześniej nie zastanawiałam dopóki moje dzieci nie zapytały mnie kiedyś skąd wzięłam rybkę na obiad? I ja – strażniczka jakości pożywienia – nie byłam w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Zaczęłam swoje poszukiwania. Jak znaleźć porządną rybę????? Jak to się dzieje, że jest tak słaby dostęp do informacji? W centrach handlowych aż strach kupować, a w małych sklepikach za rybę płacę fortunę – a i tak nie mam gwarancji skąd pochodzi dana sztuka. Dodatkowo zawsze chciałam kupować ryby tylko świeże. A wiecie, że w Polsce ryba raz zamrożona uznawana jest jako świeża? Czyli po rozmrożeniu sprzedawana jest z napisem „ŚWIEŻA” i to według normy jest w porządku. To znaczy, że wszystkie ryby sprzedawane jako świeże mogły być już raz mrożone – żeby uściślić. No tak grzyby Shitake też nie są w stanie dojechać do nas z Azji jako świeże. I dlatego używamy suszonych. Wówczas mamy pewność, że są prawdziwe i pełnowartościowe. Wszystkie świeże grzyby sprzedawane s sklepach, które nazywają się Shitake są sztucznie wyhodowane, na sztucznym drzewie. Dlaczego inaczej miałoby być z rybami? W jaki sposób świeża ryba ma pozostać świeża jeśli płynie z tak dalekich oceanów? To skłoniło mnie do poszukiwań. I los był dla mnie dość łaskawy w tym przypadku, gdyż w tym samym czasie zgłosiła się do mnie organizacja MSC – która dała mi jasne odpowiedzi. Zgłosili się do mnie dokładnie w tym czasie, gdy ich poszukiwałam. To organizacja, która wspiera na świecie legalne połowy ryb i owoców morza czyli produkty z ich znaczkiem dają gwarancję, że jemy rybę z naturalnego zbiornika. Mój artykuł nie jest sponsorowany. Chciałam głośno powiedzieć, że wsparła, wspieram i będę wspierać aktywności, które powodują, że żywimy się w sposób bardziej świadomy. Nie chciałabym, by sprawdził się scenariusz, że moje wnuki nie będą znały smaku rybki, która jak wiemy najbardziej lubi pływać. Dzisiaj zatem zgodnie ze sztuką prezentuję przepis na zupę rybną.

Składniki:

400 g łososia bez skóry

3o0 g dorsza bez skóry (lub dowolnej ryby o białym mięsie)

1,5 l wywaru z jarzyn lub rybnego

1 cebula pokrojona w kostkę

1 mała marchewka pokrojona w talarki

1 por pokrojony w talarki (tylko biała część)

400 g pomidorów z puszki

2 liście laurowe

4 ziela angielskie

1 papryczka chilli drobno posiekana

1/2 łyżeczki papryki wędzonej

1/2 łyżeczki kminu rzymskiego

1 łyżeczka pesto czerwonego

1/2 łyżeczki soli

świeżo mielony pieprz do smaku

1 łyżka przecieru pomidorowego

1 łyżka oleju rzepakowego

garść posiekanej, zielonej pietruszki

1 łyżeczka syropu z agawy

Przygotowanie:

W garnku rozgrzej olej i podsmaż cebulę oraz chilli. Następnie dodaj pora, marchewkę  oraz przyprawy. Całość wymieszaj zalej wywarem i zagotuj z dodatkiem ziela angielskiego oraz liści laurowych. Gotuj przez 5 minut a następnie dodaj pomidory w puszce. Dodaj soli oraz pieprzu, przecier pomidorowy, pesto i syrop z agawy. Doprowadź do wrzenia. Następnie pokrój rybę na kawałki i dodaj do zupy. Pamiętaj, by nie były to zbyt małe kawałki. Gotuj rybę w zupie aż całkowicie się zetnie – około 5 minut. Na koniec dodaj posiekaną, zielona pietruszkę.