Dziś postanowiłam troszkę zrozumieć ludzi, którzy przechodzą obojętnie obok zdrowych posiłków. To co zdrowe nie zawsze jest piękne i kolorowe, szczególnie dla dzieci, których oczy od pierwszych chwil życia karmione są kolorami Fisher Price’a. Kasza jęczmienna jest szara i smutna – nawet wzbogacona o kolorowe warzywa bardziej wygląda jak breja niż jak pizza. Soczewica może ładnie wyglądać, ale tylko żółta i czerwona – brązowa i zielona ma piękną postać tylko dla fanatyków. Zapach jej natomiast nie każdego uwodzi. Owoce i warzywa z ekologicznych upraw, mimo swej całej zdrowotności i braku chemicznych substancji też urodą nie grzeszą i generalnie nie zachęcają wizualnie do spożycia. No i jak tu nauczyć małolatów i staruchów do jedzenia wartościowych posiłków, skoro czasami wyglądają zupełnie nieatrakcyjnie. Przecież chcemy otaczać się ładnymi rzeczami, jeść ładne posiłki, mieć ładne relacje z ludźmi i ładnie się zachowywać (no może nie wszyscy obrali sobie to ostatnie za cel życiowy: POZDROWIENIA DLA WSZYSTKICH WŁAŚCICIELI PSÓW, KTÓRZY NIE SPRZĄTAJĄ GÓWIEN PO SWOICH PUPILACH I MOJE DZIECKO PRZYNOSI JE NA BUTACH DO DOMU). No, ale zapomniałam dodać o jeszcze jednym, naszym społecznym celu życiowym: my sami chcemy być chudzi i ŁADNI!. No więc wybieraj: albo chcesz być piękny i szczupły, albo chcesz jeść piękne rzeczy. Dorosłemu to łatwo wytłumaczyć, ale jak to wyjaśnić dziecku? Komosa z cukinią mimo swoich walorów odżywczych nie przypomina swą urodą hamburgera czy pizzy w kształcie wiewiórki czy królika. No więc ja mam metodę na „ufoludka”: Kasza przed ugotowaniem przypomina małe ziarenka, a po ugotowaniu tycie spodki latające, w których na pewno siedzą przybysze z innych planet. ” Kochanie cukinia to ich pożywienie i dlatego razem muszą siedzieć na Twoim talerzu. Ufoludki jak się najedzą cukinii to mogą urosnąć, ale zawsze możesz Ty zjeść ich pierwsza i wtedy nie będą się bawić twoimi zabawkami tylko gonić się w berka w twoim brzuszku”( nie wiem czy to pedagogiczne podejście – „ufoludkowe kłamstwa – na konkubenta nie działają). Mówi nam, że same mamy sobie jeść te „psiury” bez mięsa. No to jemy… I nie tyjemy, i jesteśmy obie piękne.

Składniki:

1 szklanka komosy ryżowej

1 cukinia

3 ząbki czosnku

zioła suszone: ja dałam oregano i mieszankę ziół włoskich z czosnkiem

zielona pietruszka

sól, pieprz

oliwa (ja dałam oliwę z rozmarynem)

opcjonalnie: szczypta startego parmezanu

Przygotowanie:

Kaszę płuczę na sitku pod bieżącą wodą kilka chwil, aż woda przestanie być mętna. Proporcja gotowania komosy jest dokładnie taka sama jak w przypadku innych kasz czyli 2:1 (dwie szklanki wody na jedną szklankę kaszy). Gotuję zatem wodę i wypłukaną lub wymoczoną kaszę wrzucam na wrzątek z dodatkiem soli oraz jednej łyżki oleju. Kaszę należy obserwować. Gdy już woda wsiąknie w ziarno (po około 15 minutach), wyłączamy źródło ciepła i przykrywam na kilka minut. Tak przygotowana kasza jest gotowa do spożycia lub nadaje się do dalszej obróbki. Cukinię myje oraz trę na tarce o dużych oczach. Zostawiam na chwilę na sitku i po kilku minutach dokładnie odsączam wodę. Na wok lub patelnię wlewam odrobinę oliwy oraz zioła, których chcecie użyć – ja dałam oregano i mieszankę włoskich ziół z czosnkiem. Mieszam energicznie i dodaję cukinię. Mam dość duży ogień pod wokiem, danie robi się intensywnie ale krótko. Następnie dodaję posiekany czosnek, wrzucam ugotowaną komosę i drobno pokrojoną zielona pietruszkę. Mieszamy, mieszamy, doprawiamy i gotowe. na koniec mozna posypać odrobina parmezanu. ja podałam z pieczoną dynią i zielonym ogórkiem.