Rozszerzanie diety u niemowlaków to zawsze trudny temat dla młodych matek. Zewsząd słychać głosy co powinniśmy dawać, a czego nie wolno i która to metoda jest najlepsza. Kobiety jak zwykle mają mętlik w głowie i zamiast się cieszyć pierwszymi świadomymi uśmiechami – stresują się czym powinny nakarmić swoje pociechy. Bez wątpienia przez pierwsze miesiące życia najlepszym pokarmem jaki możemy zaoferować naszemu dziecku jest mleko matki. Nie ma co się na ten temat rozpisywać. Wszyscy to wiemy, gdyż temat wręcz wyskakuje z lodówki. Jednak nie każda kobieta MOŻE karmić piersią i nie każda kobieta MUSI karmić piersią. To nie jest nasz narodowy, kobiecy obowiązek, a sprowadzając go do tego zaprzepaściliśmy początki macierzyństwa wielu kobiet, które z jakiś powodów karmić nie mogły. Ja zdecydowanie należę do tych osób. Poczucie absolutnej porażki po narodzinach pierwszej córki (po dwóch miesiącach prób) spowodowały załamanie nerwowe i depresję, która minęła dopiero w obliczu rozszerzania diety. Mleko wówczas spada na dalszy plan. Poczucie przegranej walki, kryzys wartości jako pełnowartościowej matki, wewnętrzne przekonanie o niemożliwości zbudowania więzi to tylko kilka przykładów frustracji, które mną targały. Kolejna ciąża – kolejna szansa. Ja niby dużo spokojniejsza: pierwsze doświadczenia już dawno za mną, lektura mądrych książek zaliczona, staniki do karmienia i laktatory przygotowane. I znowu to samo. Psychoza z mlekiem w roli głównej. Ale już krótsza, bardziej dojrzała…i bardziej zadziwiająca. Bo jak mogłam dać się wkręcić po raz drugi? Drogie Panie z perspektywy czasu i dwóch doświadczeń z mlekiem matki w roli głównej wiem, że nie ma to znaczenia jak karmiłam moje dzieci przez te pierwsze 6 miesięcy. Choruja tak samo, a może nawet mniej. Gdybym miała mleko, karmiłabym piersią. Nie miałam jednak mleka więc karmiłam mlekiem modyfikowanym. Kiedyś była moda na „niekarmienie” – teraz jest terror „karmienia”. Zobaczymy jakie nowe, „uniwersalne prawdy” przyniosą nam kolejne lata? Czas pierwszych 6 miesięcy mija szybko i wówczas już mamy wpływ na to, co dostanie od nas nasze dziecko i jak wpłyniemy na jego układ zarówno immunologiczny jak i trawienny. Od czego w takim razie zacząć?

Wprowadzając nowe produkty trzeba się na pewno kierować zasadą :NIE WSZYSTKO NA RAZ! Zacznij od jednego produktu. Pomóż dziecku uporać się z nowym doświadczeniem jakim jest przełykanie czy nowym doznaniem jakim jest smak i węch w zupełnie innej postaci niż dotychczas. Pojawiają się nowe metody wprowadzania stałych pokarmów, które znowu terroryzują młode matki mówiąc: ALBO TAK TO ZROBISZ, ALBO TWOJE DZIECKO BĘDZIE MIAŁO KIEPSKIE ŻYCIE (w dużym uproszczeniu pisząc). Niezależnie od tego czy zaczniesz od papek czy od strąków podgotowanych warzyw lub owoców (BLW) pamiętaj by nie dawać niemowlakowi surowych pokarmów (w znacznym stopniu zmniejsza to siłę trawienia). Dieta powinna być w wersji MONO, by maksymalnie wesprzeć układ trawienny malucha. Nie musisz obierać konkretnego kierunku – spróbuj zaufać intuicji. Ja połączyłam metodę BLW z tradycyjnym żywieniem dzieci sprzed lat. Rano jemy kaszkę jaglaną z owocami, potem uczymy się chwytać i jeść nieznane dotychczas smaki, kolory i konsystencje. Potem zupka podawana łyżką, a drugie danie rozłożone na blacie czeka na wybory malucha – co dzisiaj skubnie, a co ominie. Przed zaśnięciem mleko modyfikowane. Nie podaję żadnej przetworzonej żywności (kaszek z proszku – już mleko mnie dobija, biszkoptów etc.), nie słodzę posiłków (szukamy słodyczy, która naturalnie występuje w pokarmach), nie żałuję przypraw: majeranek, oregano, zioła prowansalskie, cynamon, kozieradka to stałe punkty naszego, kulinarnego programu. Nawet soli całkowicie nie wykluczam, jednak stosuję jej bardzo mało. Piramida żywności u niemowlaków nie różni się znacznie od tej, która jest prawidłowa dla dorosłych osób.

40 – 60% zboża

20 – 40% warzywa

5 – 10% strączkowe i produkty pochodzenia zwierzęcego

5 – 10% owoce

O czym należy pamiętać? Omijaj mąkę pszenną szerokim łukiem jak tylko się da. Mamy bardzo zanieczyszczoną pszenicę i na prawdę można ją w kuchni zastąpić lub całkowicie wyeliminować. Nasila alergię, powoduje nadmiar śluzu. Objawy nietolerancji na gluten są bardzo obszerne i mogą zostać mylnie odczytane. Surowy czosnek i cebula są doskonałe na przeziębienie, jednak należy unikać spożywania ich na surowo w na co dzień. Czosnek jest też doskonałym lekarstwem na pasożyty występujące u dzieci. Uważaj na sól. Może osłabić nerki a tym samym spowolnić wzrost. Unikaj powszechnych alergenów: czekolady, miodu, orzechów, truskawek. Ale nie demonizujmy wszystkiego: czerwona papryka, pomidor, seler – do sprawdzenia metodą empiryczną u danego dziecka. Podaj odrobinę i sprawdź reakcję. Nie wszystkie dzieci są na wszystko uczulone. Pamiętaj o owocach: mają dużą zawartość cukru i w okresie przeziębienia czy osłabienia wyklucz je z diety. Surowe owoce mają ogromne właściwości śluzotwórcze. Możesz wówczas podać w wersji gotowanej – ale w małych ilościach.

Pamiętaj o energii pożywienia.Jedzenie słabej jakości nie zasili energią nasze dzieci, a wręcz przeciwnie – odbierze ją. Zamrażanie, puszkowanie, napromieniowanie, homogenizacja, konserwacja to zabiegi, które znacznie obniżają wartość energetyczną pokarmu. Małe dzieci powinny jeść „żywe” pokarmy. Owoc świeżo zerwany z drzewa ma zupełnie inną energię niż owocowy „słoiczek”, który jak wszyscy dookoła nam wmawiają ma bardzo dużo witamin. To zalegająca w słoiku papa, którą wyprodukowała wielka fabryka. Ale czasem nawet mi ratuje dupsko, gdy jestem na zupełnym odludziu, w którym jedynie dostępny jest deserek jabłkowy w małym osiedlowym sklepiku a moje dziecko nagle ryczy z głodu. Wszystko zatem jest względne i należy dostosować każdą sytuację do naszego rytmu, potrzeb i stanu emocjonalnego.

Wszyscy dookoła trąbią, że dzieci powinny pić tylko wodę. To bardzo pożyteczny nawyk żywieniowy. I słusznie. Tylko dzieci nie rozumieją, że woda jest zdrowa. W obliczu nowych smaków i zapachów jest dla nich produktem mało atrakcyjnym. Jeśli zatem nie chcą pić wody a z okna leje się żar 30 – stopniowy wymieszaj dziecku sok z wodą w proporcji pół na pół i podawaj zawsze lekko podgrzany – NIE ZIMNY! To lepsze rozwiązanie niż odwodnienie. Przede wszystkim dawaj niemowlęciu na spróbowanie pokarmy, którymi wyraźnie się zainteresuje. To uczy poznawania nowych smaków. Mogą wyjadać nam z talerza – zazwyczaj niewiele trafi do ich brzuszków, gdy z dopiero uczą się przełykania. Więcej zostanie na podłodze lub na ubraniu. Ale poczucie spełnienia i możliwości „dosięgnięcia” celu jest dużo ważniejszym doświadczeniem niż samo „zjedzenie zdobyczy”. Zacznijcie powoli, bez stresu i zgodnie z intuicją. Wybierzcie metodę, z której czerpać korzyści będzie cała rodzina. Włączcie w nowe doświadczenia tatę i rodzeństwo – oni też muszą się czuć komfortowo, gdyż tylko wtedy ktoś z domowników czasem wyręczy Was z matczynych obowiązków.