Czasami ciężko mi Wam wytłumaczyć, że coś jest ważne. Przyczyną takiego faktu są różnego rodzaju mody, które opętały nasz świat. I nie mówię tu o ciuchach tylko o kwestiach zdrowotnych. A dzisiejsze czasy potrafią nam płatać na tym polu figle. Sama przekonałam się o tym na własnej skórze. Pojawiają się diety cud, które obiecują szczupłe sylwetki, super detoxy, które oczyszczą nasze organizmy z toksyn, 7 – dniowe wyzwania sportowe zwiastujące kaloryfer na brzuchu, „superfoody”, które mają zadbać o nasze zdrowie wewnętrzne, mega papki, które pozwolą zniknąć na zawsze naszej skórce pomarańczowej. Świat chwyta się brzytwy, by wyglądać młodziej. Ale nagle rodzi się frustracja. Kiedyś to wszystko działało!!! 3 dni na diecie i brzuch schodził, dwa tygodnie w siłowni i mięśnie zarysowane, – a teraz???? Nic nie działa mimo włożonego wysiłku, by uzyskać pożądany efekt. Wtedy pada pytanie: czy na prawdę już jestem taka stara, że mój metabolizm tak zwolnił? Pojawiają się jeszcze inne dolegliwości: ciągłe przeziębienia, wzdęcia, wypryski na skórze, zmęczenie, bóle głowy, bóle brzucha. Nie będę ich wszystkich wymieniać bo doskonale wiecie o czym piszę. Wymieniam tylko nieprzyjemności, które towarzyszą osobom, które de facto są zdrowe – nie chorują (JESZCZE) na żadną chorobę.

Wiem dokładnie o czym mowa, gdyż sama byłam w takim miejscu. Jeszcze zanim zostałam coachem zdrowia. Od lat studiowałam dietetykę według medycyny chińskiej i mimo całej swojej wiedzy czułam, że coś nie tak dzieje się z moim organizmem. Metabolizm zwolnił, układ trawienny był ewidentnie przeciążony. Oczywiście pierwszym krokiem do zmiany była dieta. Mimo tego, że przeszłam na bardzo lekkostrawne jedzenie – nic nie pomagało. W dalszym ciągu bóle brzucha były bardzo silne. Zdesperowana postanowiłam się wybrać do lekarza. I to niejednego – jak się później okazało. Badania, wyniki, badania, wyniki i nic. Okaz zdrowia. Lekarze zgodnie orzekli, że jest to nadmierna reakcja psychosomatyczna na stres ogłaszając szumnie, że mam zespół jelita drażliwego. Sami zobaczycie. Jak już nikt nie będzie wiedział co Wam dolega to okrzykną Was „wariatami”, którzy niezależnie od tego jaki mają problem to z pewnością występuje on na tle nerwowym. Ja jednak tak łatwo się nie poddaję. I postanowiłam szukać przyczyny dalej. I wówczas trafiłam na bardzo modny dziś temat jakim są nietolerancje pokarmowe. Temat niezrozumiały dla większości – po prostu modny – a mi uratował zdrowie! Jeżeli zrozumiecie dlaczego eliminacja z diety produktów na które Wasz organizm reaguje negatywnie jest tak istotna dla Waszego zdrowia – macie szansę na długie lata życia bez dolegliwości, które z czasem mogą przerodzić się w stan chorobowy.

A dlaczego tak jest? Bo nietolerancja pokarmowa wiąże się z przewlekłym stanem zapalnym wywołanym przez niepożądaną reakcję pokarmową. Bardzo trudno jest jednoznacznie określić przyczyny takiego stanu ponieważ każdy człowiek jest inny i posiada swój własny kod metaboliczny. Dlatego tak trudno jest wymyślić jedną dietę, która służyłaby całemu społeczeństwu i gwarantowałaby długie życie w zdrowiu. Czym właściwie są nietolerancje pokarmowe? To niewłaściwa wręcz patologiczna reakcja organizmu na wybrane pokarmy. Opisze to prosto i dokładnie tak, by wszystko było zrozumiałe: gdy przyjmujecie pokarm, który teoretycznie i praktycznie Wam szkodzi – organizm wysyła artylerię białych krwinek, by zwalczyły wroga. Wówczas tworzą się mikrostany zapalne ze względu na podniesiony poziom leukocytów. W skali naszego zdrowia mikrostan zapalny nie jest groźny. Ale przypominam, że jemy 3 do 5 posiłków dziennie. Jeżeli zjadacie produkty, które Wam nie służą przy każdym posiłku to w skali roku mikro oznacza wielkie makro. A jest udowodnione naukowo, że przewlekłe stany zapalne w organizmie mogą aktywować komórki nowotworowe. Jeżeli Wasz organizm cały dzień zwalcza „wroga” nie ma czasu zająć się budowaniem odporności, samoistną walką z pasożytami lub toksynami, opróżnianiem magazynów tłuszczowych, hodowaniem dobrej flory bakteryjnej. Cały system zaczyna szwankować, czujniki mogą się rozregulować (jak w insulino oporności), hormony wariują (Hashimoto, bezpłodność). Wiem, że trudno sobie wyobrazić, że bez żadnych oznak na ciele czy bez ataków bezdechu jak w przypadku alergii jakiś produkt może nam szkodzić. Przecież bezpośrednio po zjedzeniu na przykład kaszy jaglanej nie czujecie się źle, więc po co eliminować produkt z diety? Poza tym kasza jaglana może szkodzić? Przecież to najlepszy produkt na świecie! Ja mam ogromną nietolerancję kaszy jaglanej. Gdybym przeszła na modny dziś detoks jaglany mogłabym pożegnać się na długi czas z dobrym samopoczuciem. Wiem, że trudno Wam powiązać senność po południu lub wzdęcia po każdym posiłku z nietolerancjami pokarmowymi, ale zachęcam Was byście przeczytali ten artykuł do końca.

Bardzo często pojawiają się czasowe nietolerancje pokarmowe wynikające z zupełnie innego problemu. Układ odpornościowy to najmądrzejszy komputer świata – daje nam możliwość odróżnienia „swego” od „obcego” Zwalcza infekcje wirusowe, bakteryjne i pasożytnicze. Odpowiada za to, by nie dopuścić do rozwoju chorób. Jeśli z jakiegoś powodu immunologia jest osłabiona i mamy kontakt na przykład z pasożytami – nasz organizm rozpoczyna walkę z nim osłabiając inne funkcje. Cała siła skierowana jest przeciw walce z „szkodnikiem”. To powoduje, że odporność spada, gdyż organizm cały czas walczy… i powoli zaczyna przegrywać tę walkę. Wówczas siada metabolizm, trawienie, odporność i organizm zaczyna czytać pokarm jako własnego wroga. Nietolerancja na pokarmy rośnie z prędkością światła na skutek osłabienia organizmu. Czyli nadwrażliwość na pokarmy jest wywołana przez inny czynnik. To prowadzi do wielu trudnych dla organizmu sytuacji, gdyż w dużym uproszczeniu pokarm de facto nas truje a nie odżywia. Przybieramy na wadze, jesteśmy słabsi, zmęczenie, ospali i tak na prawdę objawy rosną jak grzyby po deszczu. I tu znowu powracam do tego, że może stać się to przyczyną wielu poważniejszych sytuacji niż tylko zwiększenie masy ciała. Mam na myśli większość chorób cywilizacyjnych XXI wieku.

Gdy przyszła moda na różnego rodzaju detoksy to nawet się ucieszyłam – detoks jest formą zdrowienia. Jednak każde oczyszczanie należy przeprowadzić mądrze, z głową i pod okiem fachowej opieki. Tak samo jest z testami na nietolerancje pokarmowe. Wiele firm żeruje na niewiedzy pacjenta i przekonuje go, by wykonał test właśnie u nich w placówce. Na prawdę można się naciąć. Znam wiele takich przypadków. Zatem czym się kierować przy wyborze testu? Powinien on wyróżniać się niezwykłą precyzją i ujawniać ukryty, szkodliwy wpływ wielu produktów spożywczych. Test powinien być kompleksowy i pozwalać wykonanie nie tylko analizy ilościowej ale również jakościowej. Ale w moim przekonaniu najważniejsza jest czułość. Jeśli będziesz wybierać placówkę przyjrzyj się jak nakazują przygotować się do testu. Czuły test jest bardzo wymagający. Przez 12 godzin nie można przyjmować pokarmów, myć zębów, dotykać detergentów takich jak płyn do mycia naczyń, proszek do prania, nie można nawet stosować żadnych kosmetyków do pielęgnacji ciała. Każdy kontakt przy tak czułym teście może spowodować, że wynik będzie zaburzony. Test powinien również oceniać siłę reakcji na dany alergen a nie tylko stwierdzać jej występowanie. Czyli istotna jest skala. No i najważniejszy aspekt – test powinien być skuteczny – potwierdzony przez inne placówki medyczne na całym świecie. Tak ja wybieram swoje testy od kilku lat (w klinice Vimed www.vimed.pl) . Dzięki temu udało mi się wyprowadzić moją córkę z atopowego zapalenia skóry i wzmocnić jej odporność na tyle, że może się pochwalić najwyższą frekwencją w szkole.

I teraz najważniejsze. Mamy wynik testu. Co dalej?

„Wynik testu to informacja dla dobrego specjalisty, że w danym momencie Wasz organizm niekorzystnie reaguje na niektóre spożywane pokarmy czy dodatki do żywności.” (źródło: www.vimed.pl). Specjalista (uwaga na samozwańczych „dietetyków” – wybierajcie specjalistów  osadzonych w profesjonalnych placówkach i znających się nie tylko na medycynie konwencjonalnej, ale również funkcjonalnej oraz tej najnowszej związanej z naszym stylem życia) uwzględniając Wasz aktualny stan zdrowia, wyniki badań diagnostycznych oraz dotychczasowy styl życia, pracę, aktywność fizyczną, skłonność do używek itd. powinien opracować Wam dietę skrojoną na miarę Waszych indywidualnych potrzeb uwzględniając eliminację „tych złych” produktów.

I tu pojawia się problem. Mimo to, że rozwiązanie jest proste, nie wykorzystuje żadnych leków, jest bezpłatne – wystarczy tylko zastosować się do wytycznych i wyeliminować czasowo pewną grupę produktów – to jednak okazuje się dla Was najtrudniejsze. Łatwiej jest iść do apteki i kupić tabletkę lub suplementy. Dużo trudniej jest przestrzegać nowych zasad żywienia, które mogą zapewnić Wam długowieczność. Często słyszę jak zadajecie mi jedno pytanie: Daria jak Ci się udaje wytrwać na diecie, gdzie nie ma nabiału i glutenu? A ja odpowiadam: WYTRWAĆ???????? Przecież to największe szczęście, że odkryłam co mi szkodzi a co nie. Królestwo warzyw, zbóż, owoców, ryb, ziaren i nasion nie zna granic. Dzięki diecie eliminacyjnej nie choruję, nie ma cellulitu, po dwójce dzieci bez większych wyrzeczeń mogę cieszyć się dobrą sylwetką i przede wszystkim mam mnóstwo energii, by wykonywać pracę którą kocham, spełniać swoje marzenia, podróżować, smakować życia i co najważniejsze: mogę z radością i werwą wychowywać moje dwie księżniczki, które stały się moją „wyspą szczęśliwą”. Czego chcecie więcej??????