Lidkę – założycielkę cateringu Goodie Foodie – znam od 15 lat. Poznałyśmy się przez przypadek na evencie. Zaraziła mnie swoim podejściem do żywienia i tym, że z pasji można uczynić sposób na pracę i życie.

Pamiętam, że rozmawiałyśmy o jedzeniu przez kilka godzin. Na końcu poleciła mi książkę Pitchforda „Odżywianie dla zdrowia”, którą czytałam potem przez pół roku robiąc mnóstwo notatek. Z tego spotkania pozostał Jej wtedy mój numer zapisany w komórce „Daria Pitchford”. Lidka już wtedy karmiła ludzi w zgodzie z filozofią naszej wspólnej biblii. Lata mijały, a my spotykaliśmy się okazjonalnie, w biegu i przez przypadek. Gdy zaczęła zajmować się cateringiem na poważnie to spotkałyśmy się raz, ale znowu nasze drogi przecięły się tylko na moment. Każda z nas rozwijała swoje marzenia i poszła swoją drogą. Ale zawsze łączył nas jeden temat: świadome odżywianie. Celowo nie piszę „zdrowe odżywianie” bo obie podchodzimy do tego terminu z dystansem. Nie ma jednej, zdrowej diety, która służy wszystkim. To bardzo indywidualna sprawa i z przymrużeniem oka patrzymy na osoby krzewiące prawdy co na pewno powinno się jeść, a czego nie. Każdy z nas ma inny kod metaboliczny i powinien kierować się w kwestii codziennych posiłków swoim własnym kluczem – nawet jeśli wybiega on daleko poza obowiązujący kanon. 

Jako, że moda na dietetyczny catering i magiczne pudełka na dobre zawitała do Polski zadawaliście mi pytania, którą firmę Wam polecam. Poczułam się wtedy wyróżniona – a raczej zaszczycona, że liczycie się z moim zdaniem. Postanowiłam zatem zrobić test diet pudełkowych. Spontanicznie, rzetelnie i bez żadnych oznaczeń, który catering aktualnie testuję. Brałam pod uwagę nie tylko smak i wygląd dań, ale również jakość składników i ich zbilansowanie. Dodatkowo szukałam cateringu bez glutenu i bez nabiału z uwagi na moje potrzeby dietetyczne. Wszystkie etykiety z pudełek były zrywane zanim dostał się on pod obstrzał moich sztućców. Nie chciałam żadnych podpowiedzi. Zależało mi na pudełkach, które nie stosują zamienników bezglutenowych czy bezlaktozowych tylko naturalnie omijają szkodliwe dla mnie składniki w diecie. 

I WIECIE CO? 

Poznałam Goodie Foodie po jakości i smaku. Odnalazłam Lidkę po sposobie w jaki karmi ludzi jak i po zasadach nie łączenia pewnych grup składnikowych oraz wiedzy z jaką podchodzi do odżywiania. To niesamowita historia dla mnie i dlatego zdecydowałam się Wam ją opowiedzieć. Po tylu latach ta jakość jest nadal dla mnie na najwyższym poziomie. Dlatego zdecydowaliśmy się pracować razem. By ulepszać dania smakowo i pomagać ludziom, którzy w odżywianiu potrzebują specjalnego prowadzenia jak przy insulinooporności czy Hashimoto. Jesteśmy w tym bardzo restrykcyjne i świadomość jak powinny odżywiać się osoby z wykluczeniami jest dla nas priorytetowa. W naszych daniach nie będzie toffi na śniadanie czy jogurtu na słodko z czekoladowymi wiórkami. Nie serwujemy też serka wiejskiego z waflami ryżowymi, gdyż to możecie sobie kupić sami w sklepie obok domu. Edukowanie i budzenie wśród Was świadomości dlaczego warto jeść zupę na śniadanie jest bardzo trudne. Ale nie boimy się wyzwań. Bo Wy jesteście dla nas najważniejsi. Nie idziemy na skróty. Być może nawet czasem pod prąd. Ale wierne swoim ideałom. 

Smacznego kochani!